Taka refleksja się dzisiaj pojawiła w mojej głowie, że klisze fotograficzne są jak kasety magnetofonowe. Przynajmniej jedno i drugie wywołuje u mnie podobne emocje. Otwieranie pudełka z nowym, nieużywanym dotąd filmem zawsze zastanawia jaki będzie rezultat zdjęć, podobnie rozfoliowywanie pudełka kasety, na którą chce się przegrać płytę (np. przed długą podróżą, na której muzyka z walkmana ma umilać czas). Szumy taśmy magnetofonowej są jak grube ziarno na zdjęciach. Wszystkie te niedoskonałości mają swój urok. Przeglądanie u znajomych zakurzonych zasobów kaset jest jak rodzinne oglądanie albumu. Jedno zdjęcie może się podobać komuś, inne nie, podobnie jest z muzyką. Może udało mi się u kogoś wywołać tym tematem jakieś wspomnienia. Macie gdzieś jeszcze stare kasety? Z jaką muzyką?
bez cukru