Witam,
właśnie kupiłem moją pierwszą lustrzankę. Jest to (jak się zdążyłem zorientować na forum) krytykowany przez Was F65. No ale od czegoś trzeba zacząć (choć za to podejście też może mi się oberwać, bo może powinienem "skoczyć na głęboką wodę"). Ale wracając do tematu... Jest to używany sprzęt, po pierwszych próbach "na sucho" wygląda, że jest rzeczywiście w bardzo dobrym stanie. Niepokoją mnie jednak "paprochy" widoczne w wizjerze. Aparat nie posiada zaślepki obiektywu. Z instrukcji obsługi niewiele można się dowiedzieć odnośnie czyszczenia. W internecie też nie znalazłem konkretnych informacji na ten temat (pisze się głównie o matrycy w cyfrowych lustrzankach), dlatego zwracam się z prośbą na forum. Z szybkiego kursu anatomii lustrzanki zdążyłem się zorientować, że "paprochy" widoczne w wizjerze znajdują się na matówce oraz na lustrze (których lepiej nie dotykać). Z moich dokładnych obserwacji wynika, że aparat w środku jest czysty, tzn. nie ma odcisków palców, plam ani zadrapań. Dostrzegalne są jedynie niewielkie drobiny kurzu (widoczne w wizjerze), a do matówki jest lekko "przyklejony" nieco większy paproch (przypominający mały kłębek wełny), widoczny w wizjerze jako mała ciemna plamka. Poza tym obraz jest ostry i wyraźny. Na dzień dzisiejszy dysponuje tylko szmatką UNOMAT, ale wolę się powstrzymać narazie przed czyszczeniem. W związku z tym mam pytanie... Czy te paprochy widowczne w wizjerze wpływają na jakość zdjęć? Czy da się je BEZPIECZNIE usunąć "domowym" sposobem? (mam nadzieję, że gruszka wystarczy) Czy może lepiej sobie dać z tym spokój gdyby nie wpływało to na jakość zdjęć? Będę wdzięczny za odpowiedź i rady na przyszłość. I proszę o wyrozumiałość dla osoby początkującej w dziedzinie fotografii analogowej.
bez cukru