Dzis inny problem. Zauwazylem ostatnio, ze pomiar swiatla padajacego w przypadku wielkich przestrzeni (Alaska, Arizona, Gobi, Rawicz) stanowi niejaka trudnosc. Swiatlo nie rozchodzi sie w takim przypadku rownomiernie jak sok gruszkowy w szklance Zubrowki, lecz "plami" przestrzen na modle free-jazzowa i nieprzewidywalna. Tam gdzie stoje, przeziera zatem slonce i pada na swiatlomierz, a daleko w gorach wprost przeciwnie. Czy zmierzenie swiatla w "byle jakim" zacienionym miejscu jest dobrym sposobem, aby oddac swiatlo rowniez w punkcie, ktory lezy absolutnie poza naszym zasiegiem? Pozdrawiam i zycze udanego weekendu!
Hop! Hop! Coz to? Nikt sie nie wypowie?
Post był edytowany 2008-05-27 11:58:43