Dawno mnie tu nie było...powód jest prosty wpadłem w marazm fotograficzny. Ci którzy bawią się już trochę aparatami wiedzą o co chodzi. Brak chęci robienia fot jest okrutny, odbił sie na mojej psychice i ciągnie się za mną jak niestrawność po kiepskim objedzie. Brak pomysłów na nowe serie czy nawet pojedyncze fotki jest okropny...aparaty się kurzą, filmy starzeją się w lodówce a ja tylko smutnym wzrokiem i z tęsknotą spoglądam na cały ten rajban i mogę jedynie załamać ręce. Już nie jeden raz miałem taki stan, ale przechodził w miarę szybko i bez bólu. Tym razem jest inaczej...problem jest szczególnie upierdliwy iż za pomocą fotografii się relaksuje. Więc teraz chodzę napięty jak dziewica przed pierwszym razem i jestem jak tykająca bomba zegarowa.
Mówiąc krótko...HHHEEELLLPPPPP!!!!!
Proponuję zrobić spis sposobów pokonujących marazm, jeśli takie istnieją...
pozdrawiam



Jak mawiają daltoniści: Życie jest jak tęcza...raz czarne,raz białe!