Dobre obiektywy powiększalnikowe to spory wydatek. Trochę o nich czytałem i jedną z najważniejszych cech jest to że posiadają co najmniej 6 soczewek. Zastanawiałem się dla czego tak jest i myślę że chodzi o fakt iż sześcioelementowy obiektyw może być bardzo dobrze skorygowany pod względem zniekształceń geometrycznych. Nie widzę innego uzasadnienia bo w obiektywach do aparatów czterosoczewkowe tessary radzą sobie równie dobrze co bardziej skomplikowane formuły, tyle że są ciemniejsze. Jednak w optyce powiększalnikowej liczy się "ideał" geometryczny, więc 6 soczewek pomaga go uzyskać. Czytałem też że niektórzy z dobrym skutkiem używają 50mm obiektywów "aparatowych" do powiększalników i to z dobrym skutkiem. Ponoć można uzyskać o wiele lepszy efekt np. 50 mm Pancolarem niż powiększalnikowym Mikarem. Są również tacy którzy używają do odbitek z małego obrazka optyki średnioformatowej, czyli 75-80mm. Ma to czywiste zalety, mianowicie w małym obrazku wykorzystamy tylko samo centrum obiektywu gdzie jakość jest najlepsza i właściwie idealnie równomierna. Zastanawiałem się jednak co się stanie gdy użyję do powiększalnika obiektywu z Pentacona Sixa, oczywiście przez przejściówkę. Będę miał 6 elementowy obiektyw z powłokami MC z którego wykorzystam tylko środek, co całkowicie wyeliminuje aberację chromatyczną, zniekształcenia geometryczne, a po przysłonięciu do optymalnej przysłony całkowicie wyeliminuje winietowanie. Tyle teori, a teraz jestem ciekaw czy ktoś sprawdzał to w praktyce? Czy taki zabieg sprawi że będę miał efekty konkurujące z najlepszymi obiektywami ciemniowymi? W końcu MC Biometar to jeden z lepszych w swojej klasie i ustępuje jedynie najnowszym konstrukcją Zeissa i Mamyi. Ale jak sprawdzi się w ciemni? Pytam bo powiększalnika jeszcze nie przywiozłem, a jedynym odniesieniem będzie Janpol Color.



FED - niemiecka precyzja, radziecki temperament!