od pewnego czasu przeżywam (jak w temacie) poważny spadek nastroju... chodzę z aparatem wieżąc, że nagle nastąpi cudowne uzdrowienie, że ot tak - przejdzie mi - i znów będe widział ciekawe temety do fotografowania. Puki co, noszę ze sobą Canona z obiektywem 50-tką, ale kiedy tylko przykładam oko do wizjera nachodzi mnie uczucie, które powoduje, że nawet nie naciskam spustu migawki - bo nie widze sensu w fotografowaniu tego, co widzę... ostatnio doszedłem do wniosku, że nieuchronnie kieruję się w stronę aranżowanej fotografii studyjnej. Na szczęście koleżanka ma studio (które wynajmuje na profi sesje fotograficzne) i będę mógł za niewielkie pieniądze fotografować modeli w tym studiu.

Chciałbym zapytać: jak sobie radzicie ze zniżką weny (bo nie wieżę, że takowej nie macie...- od czasu, do czasu). ja wybrałem metodę przyczajonego partyzanta - i czekam, ale trzy, czy może nawet cztery miesiące to już stanowczo zbyt długo.

Może i watek dość osobisty, ale mam już dosyć wątków traktujących fotografię jedynie od strony techniczno-sprzętowej.

Tu sprzęt nie ma nic do rzeczy. Kupiłem ostatnio dwa fajowe aparaty, ze trzy obiektywy, osłony p. słoneczne, filtry, parasolki rozpraszajace, lampy, tła............. I NIC !!!

podzielcie się waszymi twóczymi rozterkami...
to zapewne będzie mi pomocne
no chyba, że jestem wyjatkowy i inni nie miewaja takich stanów... cóż, tak też może być.